Lekarze ostrzegają, że ten zwykły nawyk wieczorami może drogo kosztować twoje zdrowie

Zenon ma pięćdziesiąt siedem lat, pracuje jako kierownik zmiany w zakładzie produkcyjnym pod Radomskiem i przez całe życie uważał się za zdrowego faceta. Nie pił, nie palił, chodził na spacery z psem. A jednak pewnej środowej nocy karetka zabrała go z sypialni prosto na izbę przyjęć. Powód? Nawyk, który miał od lat i który — jak mu się wydawało — nikomu nie mógł zaszkodzić.

Żona Zenona, Krystyna, do dziś wspomina tamtą noc z przejęciem. — Leżał i mówił, że go boli głowa jak nigdy wcześniej. Myślałam, że to przepracowanie. Ale coś mi powiedziało, żeby dzwonić na pogotowie — opowiada kobieta. Ratownicy przyjechali w dwanaście minut. Lekarz na izbie od razu zapytał o wieczorne przyzwyczajenia pacjenta. I wtedy wszystko zaczęło się składać w całość.

Miliony Polaków robi to każdego wieczoru

Chodzi o coś, co trudno nawet nazwać nawykiem, bo jest tak zwyczajne, że właściwie niewidoczne. Zenon, jak większość Polaków po pięćdziesiątce, wieczorami sięgał po tabletkę na ciśnienie — ale robił to nieregularnie. Raz brał o osiemnastej, raz o dwudziestej trzeciej, a czasem w ogóle zapominał. — Myślałem, że to nic wielkiego, że jeden dzień nie zrobi różnicy — przyznaje dziś. Lekarze mówią jednak coś zupełnie innego.

Kardiolodzy od lat alarmują, że nieregularne przyjmowanie leków na nadciśnienie to jeden z najczęstszych i najbardziej niedocenianych błędów wśród pacjentów w średnim wieku. Organizm przyzwyczaja się do określonego rytmu. Kiedy ten rytm zostaje zaburzony — ciśnienie potrafi gwałtownie skoczyć właśnie w środku nocy, gdy człowiek śpi i niczego nie podejrzewa. Tak stało się z Zenonem.

— Pacjenci często myślą, że skoro czują się dobrze, to mogą sobie odpuścić jedną dawkę albo przesunąć ją o kilka godzin. To bardzo niebezpieczne myślenie — mówi jeden z lekarzy rodzinnych z Łodzi, który od ponad dwudziestu lat przyjmuje pacjentów po pięćdziesiątce. — Nadciśnienie nie boli, nie krzyczy, nie daje wyraźnych sygnałów. A potem człowiek trafia na izbę przyjęć i dopiero wtedy zaczyna rozumieć, z czym ma do czynienia.

Noc, która zmieniła wszystko

Zenon spędził na oddziale dwie doby. Badania wykazały przejściowy skok ciśnienia — lekarze wykluczyli udar, ale wyraźnie powiedzieli, że tym razem miał szczęście. Wrócił do domu z nową receptą i — co ważniejsze — z nowym podejściem do codziennej rutyny. Krystyna ustawiła mu przypomnienie w telefonie na stałą godzinę. — Teraz bierze tabletkę codziennie o dwudziestej, bez wyjątku. I śpi spokojnie — mówi z ulgą.

Historia Zenona nie jest wyjątkiem. Lekarze rodzinni w całej Polsce przyznają, że podobne przypadki zdarzają się regularnie — i że zdecydowana większość pacjentów po pięćdziesiątce nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo nieregularność w przyjmowaniu leków może zaburzyć pracę serca i naczyń krwionośnych. Nie chodzi o dramatyczne zaniedbanie — chodzi o zwykłą, ludzką nieuwagę, która z czasem zbiera swoje żniwo.

Zenon dziś żartuje, że tamta noc kosztowała go więcej niż rok wizyt u lekarza. Ale w tym żarcie jest też coś poważnego — bo gdyby Krystyna nie zadzwoniła po pomoc, wszystko mogło skończyć się zupełnie inaczej. — Człowiek myśli, że zna swoje ciało. A ono potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie — mówi, kręcąc głową.

Lekarze podkreślają jedno: regularność to nie pedanteria, lecz podstawa skutecznego leczenia nadciśnienia. Organizm po pięćdziesiątce nie wybacza tak łatwo jak w młodości. I choć trudno w to uwierzyć, właśnie ta jedna niepozorna wieczorna chwila — wzięcie lub pominięcie tabletki — może decydować o tym, jak minie reszta nocy. A czasem i reszta życia.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *