Kupił to w Lidlu dla całej rodziny. Kilka dni później przyszło oficjalne ostrzeżenie, którego nikt się nie spodziewał

Stanisław z Nowego Sącza nigdy nie myślał dwa razy, wrzucając coś do koszyka w Lidlu. Chodził tam od lat, znał układ alejek na pamięć, miał swoje ulubione produkty. Tego wtorku też kupił to samo co zwykle — dla siebie, żony i wnuków, którzy mieli przyjechać na weekend. Odłożył zakupy do lodówki i zapomniał o sprawie. Do piątku.

W piątek wieczorem, gdy siedział z żoną przed telewizorem, usłyszał komunikat, przy którym wstał z fotela. Lektor wymieniał z nazwy produkt. Ten sam, który Stanisław kupił trzy dni wcześniej. Sieć Lidl wycofywała go ze wszystkich sklepów w Polsce — natychmiast, bez wyjątków. Mężczyzna spojrzał na żonę. Oboje pomyśleli to samo: „Przecież to stoi u nas w lodówce.”

Wycofanie, o którym długo się mówiło w okolicy

Stanisław ma sześćdziesiąt siedem lat, całe życie przepracował w hucie, jest zdrowy jak koń — jak sam mówi. Ale tego wieczoru po raz pierwszy od dawna poczuł niepokój. Nie dlatego, że się bał o siebie. Bał się o wnuki. Siedmioletnia Zosia i dziewięcioletni Kacper mieli przyjechać w sobotę rano. Żona już planowała, co z tego ugotuje.

Wycofany produkt to był popularny wyrób mięsny — rodzaj wędliny w plasterkach, sprzedawany pod marką własną sieci. Badania kontrolne wykazały w jednej z partii obecność bakterii, która w określonych warunkach może być groźna — zwłaszcza dla dzieci, osób starszych i kobiet w ciąży. Główny Inspektorat Sanitarny wydał oficjalny komunikat, Lidl potwierdził wycofanie i przeprosił klientów.

Ale Stanisław o tym wszystkim dowiedział się dopiero z telewizji. Paragon już dawno wyrzucił. Opakowanie — to samo. Pamiętał tylko, że kupił dwa. Jeden był już otwarty.

„Sprawdziłem datę i numer partii — serce mi stanęło”

Żona Stanisława, Krystyna, od razu pobiegła do lodówki. Wyciągnęła opakowanie, przewróciła je na drugą stronę. Na opakowaniu był numer partii. Stanisław włączył komputer — wnuczek nauczył go szukać w internecie — i wpisał nazwę produktu. Strona Lidla wyświetliła tabelę wycofanych partii. Przesunął palcem po ekranie i znalazł ten numer.

— Serce mi stanęło na chwilę — mówi. — Myślę: ile tego zjedliśmy? Czy dzieci by to dostały w sobotę? A co z sąsiadką, której dałem kawałek we wtorek, bo akurat wpadła na kawę?

Zadzwonił do sąsiadki Heleny od razu. Ta się śmiała, że nic jej nie jest, ale i tak podziękowała za telefon. Żona wyrzuciła oba opakowania. Nikt z rodziny nie zachorował — ale przez kilka dni wszyscy się obserwowali.

W poniedziałek Stanisław pojechał do Lidla z wydrukiem ze strony GIS-u. Przy kasie obsługi klienta pokazał paragon — nie, tego nie miał. Ale miał wydruk z numerem partii i datą zakupu z historii karty płatniczej. Pracownica sprawdziła w systemie, potwierdziła wycofanie i bez słowa sprzeciwu zwróciła mu pieniądze za oba opakowania.

Jak sprawdzić, czy twój produkt jest bezpieczny

Historia Stanisława nie jest wyjątkowa — podobnych przypadków w całym kraju były dziesiątki. Problem w tym, że większość ludzi dowiaduje się o wycofaniu produktu przypadkiem: z telewizji, od znajomego, albo wcale. Tymczasem zarówno Lidl, jak i Główny Inspektorat Sanitarny publikują aktualne listy wycofanych produktów na swoich stronach internetowych. Wystarczy wejść raz w tygodniu i sprawdzić.

GIS prowadzi bazę pod adresem gis.gov.pl — jest tam zakładka „Alerty żywnościowe”, aktualizowana na bieżąco. Lidl i inne sieci mają podobne sekcje w swoich serwisach. Numer partii i datę ważności znajdziesz na każdym opakowaniu — to te małe cyfry, które większość z nas ignoruje przy kasie.

Warto też wiedzieć, że przy wycofaniu produktu sklep ma obowiązek przyjąć go z powrotem i oddać pieniądze — nawet bez paragonu, jeśli masz inny dowód zakupu, na przykład historię transakcji kartą. Stanisław przekonał się o tym na własnej skórze.

— Teraz za każdym razem, jak kupuję coś nowego w sklepie, patrzę na numer partii — przyznaje. — Śmieszne, bo przez sześćdziesiąt lat nie zwracałem na to uwagi. Ale jak pomyślę, że Zosia mogłaby to zjeść w sobotę na śniadanie… Wolę być tym dziadkiem, co sprawdza.

Wnuki przyjechały w sobotę jak planowały. Krystyna ugotowała rosół z własną wędliną, kupioną w sprawdzonym miejscu. Zosia zjadła dwie miski. Kacper trzy. A Stanisław siedział przy stole i myślał, że czasem wystarczy jeden wieczór z telewizorem, żeby zrozumieć, że na pewne rzeczy warto jednak zwrócić uwagę — zanim będzie za późno.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *