Zostawił silnik na chwilę i dostał mandat. Nikt w wiosce nie wiedział, że to już karalne

Środowy poranek w Lipowej nie zapowiadał niczego niezwykłego. Henryk Malinowski, sześćdziesiąt dwa lata, emeryt z trzydziestoletnim stażem za kierownicą, zatrzymał swoje stare volvo przed wiejskim sklepem dokładnie tak, jak robił to przez ostatnie ćwierć wieku. Silnik chodził, ogrzewanie grzało, a on miał tylko wejść, wziąć bochenek chleba i wyjść. Cztery minuty, może pięć. Wrócił do mandatu na pięćset złotych i do pytania, na które przez kilka dni nie potrafił znaleźć odpowiedzi: kiedy to właściwie stało się nielegalne?

Historia Henryka rozeszła się po okolicy szybciej niż plotka o nowym sołtysie. Sąsiedzi kręcili głowami, bo sami robili tak samo od lat. Zostawiali silnik na zimę, żeby auto się nagrzało. Zostawiali na chwilę pod pocztą, pod apteką, pod kościołem po sumie. Nikt nigdy nic nie mówił. A tu nagle mandat, i to niemały.

Przepis, o którym mało kto słyszał

Prawo, które zaskoczyło Henryka, nie jest wcale nowe — ale przez lata egzekwowano je rzadko i wybiórczo. Artykuł 60 Prawa o ruchu drogowym mówi wprost: kierowca nie może pozostawić pojazdu z pracującym silnikiem bez nadzoru. Brzmi niepozornie, ale konsekwencje są jak najbardziej realne. Mandat za takie wykroczenie wynosi od stu do pięciuset złotych, a od 2024 roku straże miejskie i policja dostały wyraźny sygnał, żeby przepis ten traktować poważnie.

Dlaczego teraz? Powodów jest kilka. Po pierwsze — kwestia środowiskowa. Pracujący na postoju silnik produkuje spaliny bez żadnego pożytku, a w centrach miast i mniejszych miejscowościach z gęstą zabudową to problem, który samorządy zaczęły dostrzegać. Po drugie — bezpieczeństwo. Niezabezpieczone auto z pracującym silnikiem to łakomy kąsek dla złodzieja. Wystarczy chwila nieuwagi i pojazd znika. Ubezpieczyciele od dawna zastrzegają w umowach, że w takim przypadku mogą odmówić wypłaty odszkodowania. Po trzecie wreszcie — presja unijna i rosnące normy emisji, które wymuszają zmianę codziennych nawyków kierowców.

Henryk o żadnym z tych powodów nie wiedział. Jak zresztą większość jego rówieśników, którzy prawo jazdy robili w latach osiemdziesiątych i od tamtej pory jeździli „po swojemu”, bez większych rewizji wiedzy.

Co się zmienia od 2026 roku

Sprawa Henryka to jednak tylko preludium do znacznie poważniejszych zmian, które wchodzą w życie stopniowo, a w pełni zaczną obowiązywać od 2026 roku. Nowe przepisy, będące częścią szerszej reformy kodeksu drogowego, mają rozszerzyć katalog sytuacji, w których pozostawienie pracującego silnika będzie karane — i to surowiej niż dotychczas.

Mowa między innymi o strefach czystego transportu, które coraz więcej polskich miast wprowadza lub planuje wprowadzić. W takich strefach mandat za pozostawienie auta z pracującym silnikiem ma docelowo wynosić nawet tysiąc złotych. Do tego dochodzą przepisy dotyczące tzw. idling ban — zakazu niepotrzebnego pracy silnika — wzorowane na rozwiązaniach zachodnioeuropejskich, gdzie kierowcy od lat przyzwyczajeni są do wyłączania silnika nawet na krótkich postojach. W Niemczech czy Holandii grzywna za takie przewinienie jest standardem od ponad dekady. Polska dołącza do tego grona z pewnym opóźnieniem, ale dołącza.

Zmiany obejmą też kierowców ciężarówek i busów, którzy nagminnie zostawiają silniki na wolnych obrotach podczas rozładunku lub przerw. Tu kary mają być najwyższe — nawet do dwóch tysięcy złotych, z możliwością nałożenia kolejnych mandatów, jeśli wykroczenie się powtarza w krótkim czasie.

Warto też wiedzieć, że nowe przepisy zakładają szersze uprawnienia dla straży miejskiej — funkcjonariusze będą mogli wystawiać mandaty nie tylko na podstawie własnej obserwacji, ale również na podstawie nagrań z kamer monitoringu miejskiego. Oznacza to, że kierowca może dostać zawiadomienie o wykroczeniu kilka dni po fakcie, nie zdając sobie nawet sprawy, że był obserwowany.

Henryk ostatecznie mandat zapłacił. Odwołanie, które rozważał przez tydzień, odradził mu znajomy prawnik — przepis jest jasny, a szanse na wygraną w sądzie bliskie zeru. Pięćset złotych wyszło z emerytury, do której i tak nie było za wiele. Volvo od tamtej pory stoi pod sklepem z wyłączonym silnikiem, nawet w największy mróz. Sąsiedzi, którym Henryk opowiedział całą historię, zaczęli robić tak samo — nie dlatego, że ktoś ich do tego przekonał, ale dlatego, że mandat jest argumentem, który przemawia lepiej niż jakikolwiek przepis czytany w gazecie.

Polska drogówka przez lata przymykała oko na wiele nawyków, które dziś stają się wykroczeniami. Zostawiony silnik to tylko jeden z przykładów. Lista zmian na 2026 rok jest dłuższa — i warto ją znać, zanim zrobi się z niej lekcję na własny koszt.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *