Ile razy w tygodniu naprawdę powinno się myć po sześćdziesiątce — odpowiedź zaskoczyła nawet lekarzy

Krystyna Makowska z Zamościa skończyła w tym roku sześćdziesiąt osiem lat. Przez całe życie wstawała rano, szła pod prysznic i dopiero potem zaczynała dzień. Tak robiła jej mama, tak robiła ona, tak nauczyła swoje dzieci. Kiedy córka Ania pokazała jej pewien artykuł z badaniami dermatologów — Krystyna przeczytała go dwa razy, bo za pierwszym razem po prostu nie wierzyła w to, co widzi.

— Myślałam, że mnie nabierają — mówi Krystyna ze śmiechem, ale zaraz poważnieje. — A potem zadzwoniłam do koleżanki Haliny, która pracowała całe życie w przychodni jako pielęgniarka. I ona powiedziała: „Krysiu, ja wiem o tym od lat, ale kto by słuchał?”

To, co uważamy za higienę, może szkodzić skórze po sześćdziesiątce

Skóra człowieka po sześćdziesiątym roku życia zmienia się w sposób, którego gołym okiem nie widać. Produkuje znacznie mniej sebum — naturalnego tłuszczu, który chroni ją przed wysuszeniem i drobnoustrojami. Gruczoły potowe pracują wolniej. Naturalna warstwa ochronna, którą specjaliści nazywają płaszczem hydrolipidowym, jest cieńsza i bardziej wrażliwa niż u trzydziestolatka.

Dermatolodzy od lat powtarzają jedno: codzienne mycie całego ciała z użyciem mydła lub żelu pod prysznicem może u starszych osób prowadzić do przewlekłego przesuszenia, swędzenia, a nawet do drobnych pęknięć skóry, przez które łatwiej wnikają bakterie. Problem w tym, że nikt nam o tym głośno nie mówi — bo temat wydaje się zbyt codzienny i zbyt oczywisty, żeby w ogóle go poruszać.

Według zaleceń brytyjskich i niemieckich dermatologów, które w ostatnich latach coraz częściej cytują też polscy specjaliści, osoby po sześćdziesiątce powinny myć całe ciało z użyciem środków myjących dwa do trzech razy w tygodniu. Codziennie — tylko miejsca newralgiczne: pachy, pachwiny, stopy. Reszta ciała potrzebuje przede wszystkim wody i odpoczynku od detergentów.

— Dla wielu ludzi to brzmi jak obraza — przyznaje Halina, emerytowana pielęgniarka z Zamościa. — Bo nas wychowano w przekonaniu, że codzienny prysznic to minimum przyzwoitości. Tymczasem skóra sześćdziesięciolatka i skóra trzydziestolatka to dwa zupełnie różne organy i potrzebują różnej troski.

„Mój mąż myślał, że żartuję”

Krystyna opowiedziała o tym mężowi Stanisławowi jeszcze tego samego wieczoru. Stanisław, emerytowany kierowca, siedział przy kolacji i słuchał z rosnącym niedowierzaniem.

— Powiedział, że to niemożliwe, że to pewnie reklama jakiegoś kremu — śmieje się Krystyna. — A potem sam zaczął szukać w internecie i wróci do mnie po godzinie z miną, jakby odkrył Amerykę. „Krysia, tu piszą to samo na pięciu stronach” — mówi, naśladując głos męża.

Stanisław ma swoje własne doświadczenia ze skórą. Od kilku lat zmaga się z suchością i swędzeniem na łydkach, szczególnie zimą. Chodził do dermatologa, który przepisywał mu kolejne maści. Nikt nie zapytał, jak często bierze prysznic ani jakiego żelu używa.

— Teraz używamy łagodnych emulsji myjących zamiast zwykłego mydła i myjemy się dokładnie dwa, trzy razy w tygodniu. Stanisław mówi, że jego łydki w ciągu miesiąca wyglądają lepiej niż przez ostatnie pięć lat — opowiada Krystyna. — Żałuję, że nikt nam tego nie powiedział wcześniej.

I tu właśnie leży sedno sprawy — nie w samej liczbie kąpieli, ale w tym, że przez dekady nikt nam nie tłumaczył, że ciało po sześćdziesiątce rządzi się innymi prawami. Że to, co było zdrowe w wieku czterdziestu lat, może po dwudziesty latach działać odwrotnie. Że higiena to nie tylko nawyk, ale też wiedza — i że tę wiedzę warto od czasu do czasu odświeżyć.

Dermatolodzy zwracają też uwagę na temperaturę wody. Gorący prysznic, który tak dobrze rozgrzewa kości jesiennym rankiem, dodatkowo niszczy płaszcz hydrolipidowy skóry. Zalecana temperatura to ciepła, nie gorąca woda — i jak najkrótszy czas pod prysznicem, jeśli kąpiemy się codziennie. Po kąpieli ważne jest też natychmiastowe nawilżenie skóry balsamem lub olejkiem — najlepiej w ciągu trzech minut od wyjścia spod prysznica, kiedy skóra jest jeszcze lekko wilgotna i najlepiej wchłania składniki odżywcze.

Krystyna Makowska dziś poleca tę wiedzę każdej koleżance przy okazji. Mówi, że to jedna z tych rzeczy, o których wszyscy milczą, bo się wstydzą zapytać — a szkoda, bo chodzi wyłącznie o zdrowie i komfort. — Wiek to nie wstyd — podsumowuje. — Wstyd byłoby nie wiedzieć i nie dbać o siebie przez głupią dumę.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *