Tak wyglądali maturzyści w latach 70. Odnaleźliśmy stare zdjęcia i oniemieliśmy

Grzegorz miał siedemnaście lat, gdy stanął przed obiektywem w garniturze pożyczonym od ojca. Marynarka była o dwa numery za duża, krawat zawiązał mu starszy brat, a buty — wypolerowane do lustrzanego blasku — uwierały tak bardzo, że po ceremonii zdjął je od razu za drzwiami szkoły. Jego mama płakała. Ojciec chrząknął z dumą i odwrócił głowę. Zdjęcie klasowe z 1974 roku leżało w szufladzie przez pięćdziesiąt lat — aż wnuczka Grzegorza przypadkiem je znalazła i nie mogła uwierzyć własnym oczom.

— Dziadku, to naprawdę ty? — zapytała, trzymając fotografię pod lampą. — Wyglądasz jak z jakiegoś zagranicznego filmu!

Grzegorz tylko się roześmiał. Ale kiedy spojrzał na zdjęcie po raz pierwszy od dekad, sam przez chwilę zamilkł.

Inne czasy, inni ludzie — a jednak tak znajomi

Lata siedemdziesiąte to w Polsce epoka, którą wielu pamięta podwójnie: z jednej strony szara rzeczywistość sklepów z pustymi półkami, z drugiej — zadziwiająca elegancja i godność zwykłych ludzi przy każdej ważnej okazji. Zdjęcia maturzystów z tamtej dekady, które w ostatnich tygodniach zaczęły krążyć po grupach na Facebooku, wywołały lawinę komentarzy. Pod każdą fotografią to samo: „O Boże, to moja klasa!”, „Mam takie samo zdjęcie w szufladzie!”, „Jak my wtedy wyglądaliśmy — pięknie!”.

Na tych fotografiach dziewczyny mają włosy upięte z dbałością, jaką dziś poświęca się chyba tylko ślubnej fryzurze. Chłopcy stoją wyprostowani, jakby ktoś przykleił im do pleców linijkę. Sukienki — często uszyte przez mamy lub babcie z materiału kupionego miesiąc wcześniej na targu — są proste, skromne i jednocześnie zadziwiająco piękne. Nie ma tu nadmiaru, nie ma krzykliwości. Jest za to coś, czego próżno szukać na dzisiejszych zdjęciach maturalnych: powaga chwili i widoczna duma.

Danuta z Radomia, dziś siedemdziesiąt dwa lata, swoje zdjęcie maturalne trzyma w ramce na komodzie od pięćdziesięciu lat. — Tamta sukienka kosztowała mamę tygodniową pensję — wspomina. — Uszyła ją sama, nocami, po cichu, żebym nie widziała. Gdy weszłam rano do kuchni i ją zobaczyłam na wieszaku, rozpłakałam się. Myślałam, że jestem księżniczką.

Co tak naprawdę widzimy na tych zdjęciach?

Historyczka z Lublina, która od lat zbiera archiwalne fotografie szkolne, zwraca uwagę na kilka rzeczy, które natychmiast rzucają się w oczy każdemu, kto ogląda maturalne zdjęcia z lat siedemdziesiątych.

Po pierwsze — twarze. Młode, bez makijażu albo z minimalnym, naturalnym. Żadnych filtrów, żadnej perfekcji. Za to prawdziwe emocje: trema, radość, lekka niepewność. — Na tych twarzach widać życie — mówi. — Widać, że te dzieciaki za chwilę wyjdą na świat i jeszcze nie wiedzą, co je czeka. To jest piękne samo w sobie.

Po drugie — fryzury. Kobiety nosiły loki lub proste, zadbane włosy do ramion. Mężczyźni — grzywki i boki, które dziś wróciły do łask w salonach fryzjerskich za grube pieniądze. Ówczesna moda była prosta, bo musiała być: nie było wyboru. A jednak efekt bywał zadziwiająco stylowy.

Po trzecie — ubrania. Każda sztuka odzieży była przemyślana i wyjątkowa, bo nie kupowało się jej w galerii handlowej na jeden sezon. Garnitur, który ojciec zakładał na maturę syna, mógł wcześniej służyć na jego własnym ślubie. Buty polerowano specjalną pastą kupowaną w drogerii przy rynku.

Marek, emerytowany nauczyciel z Kielc, trafił ostatnio na grupę na Facebooku, gdzie ktoś wrzucił zdjęcie klasy maturalnej z 1971 roku z Gdańska. Nie znał nikogo na fotografii, a jednak siedział przed ekranem prawie godzinę. — Rozpoznałem wszystkich — mówi z uśmiechem. — Nie konkretnych ludzi, ale typy. Ten poważny chłopak w rogu to był zawsze prymus. Ta dziewczyna z kokardą — zakochany w niej był pół klasy. To są nasze klasy, nasze szkoły, nasze życie. Tylko na innych twarzach.

I właśnie dlatego te zdjęcia tak działają. Nie dlatego, że są wyjątkowe. Dlatego, że są znajome do bólu. Bo każdy, kto chodził do szkoły w tamtych latach, ma w szufladzie lub na komodzie dokładnie taką samą fotografię. Z inną klasą, innym miastem, innym rokiem — ale z tym samym uczuciem. Tego jednego dnia wszyscy byliśmy maturzystami. Wszyscy staliśmy wyprostowani. Wszyscy mieliśmy przed sobą cały świat.

Wnuczka Grzegorza zeskanowała jego zdjęcie i wrzuciła na Facebooka z podpisem: „Mój dziadek — maturzysta 1974, Tarnów. Czy ktoś go rozpoznaje?” W ciągu doby dostała ponad trzysta komentarzy. Większość brzmiała tak samo: „Jaki przystojny!”, „Mój tata wyglądał tak samo!”, „Złote czasy!”. Jeden komentarz zatrzymał ją na dłużej. Napisała go starsza kobieta: „Stałam obok niego na tym zdjęciu. Miałam niebieską sukienkę. Tę suknię szyła mi mama przez trzy tygodnie.”

Grzegorz oddzwonił do tej kobiety jeszcze tego samego wieczoru. Rozmawiali dwie godziny. Pięćdziesiąt lat minęło jak jeden dzień.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *