Dlaczego po pewnych posiłkach brzuch nie daje spokoju? To, co robi twoje ciało, ma swój powód

Aż pewnego dnia trafiła do lekarki pierwszego kontaktu z zupełnie innego powodu — i przy okazji wspomniała o swoim „wstydliwym kłopocie». Lekarka się uśmiechnęła i powiedziała spokojnie: „Pani Magdo, to znaczy, że pani układ trawienny działa dokładnie tak, jak powinien.» Magda nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy dalej się wstydzić.

Czternaście razy dziennie — i to jest norma

Gastroenterolodzy są zgodni: przeciętny, zdrowy człowiek oddaje gazy od ośmiu do czternastu razy na dobę. Tak. Czternaście. To nie jest żart ani przesada — to dane z badań opublikowanych między innymi przez brytyjski National Health Service. Większość z nas robi to nieświadomie, często w nocy albo w momentach, gdy jesteśmy sami. Problem pojawia się tylko wtedy, gdy zdarza się to w towarzystwie — i wtedy nagle wydaje nam się, że jesteśmy jedyni na świecie z tym „defektem».

Skąd biorą się te gazy? Przede wszystkim z dwóch źródeł. Pierwsze to powietrze, które połykamy podczas jedzenia, picia, mówienia, a nawet żucia gumy. Drugie — i to jest to, co nas najbardziej interesuje — to fermentacja. Kiedy jemy produkty bogate w błonnik, skrobię oporną albo pewne rodzaje cukrów (naukowcy nazywają je FODMAP), bakterie żyjące w jelicie grubym rozkładają je i przy okazji produkują gazy: wodór, dwutlenek węgla, a czasem metan. To zupełnie naturalny, a wręcz pożądany proces.

Dlaczego pożądany? Bo te same bakterie, które produkują gazy, są odpowiedzialne za naszą odporność, wchłanianie witamin i ochronę śluzówki jelit. Gdybyśmy ich nie mieli — chorowalibyśmy znacznie częściej. Gazy są więc czymś w rodzaju efektu ubocznego zdrowego mikrobiomu. Dowodem na to, że jelita pracują.

Dlaczego jedne produkty „działają» mocniej niż inne?

Magda przez lata omijała fasolkę i kapustę. Robiła to intuicyjnie — i miała rację, bo to właśnie te produkty są najbogatsze w oligosacharydy, czyli cukry złożone, których ludzki organizm nie trawi samodzielnie. Trafiają one do jelita grubego w niemal niezmienionej postaci i tam dopiero bakterie biorą się do roboty. Im więcej błonnika i im bardziej zróżnicowana dieta, tym więcej „pracy» dla bakterii — i tym więcej gazów.

Lista produktów, które najczęściej nasilają ten efekt, jest długa i… smaczna. Cebula, czosnek, por, brokuły, brukselka, fasola, soczewica, groch, jabłka, gruszki, śliwki. Do tego napoje gazowane, piwo, produkty pełnoziarniste. Nie oznacza to, że trzeba z nich rezygnować — wręcz przeciwnie. Oznacza tylko, że organizm je przetwarza dokładnie tak, jak powinien.

Jest jednak jeden wyjątek, o którym warto pamiętać. Jeśli gazy pojawiają się nagle, są wyjątkowo uciążliwe, towarzyszą im bóle brzucha, wzdęcia, biegunki lub zaparcia — warto o tym powiedzieć lekarzowi. Nie dlatego, żeby się bać, ale dlatego, że czasem organizm w ten sposób sygnalizuje, że coś wymaga uwagi. Lekarz może sprawdzić, czy nie chodzi o nietolerancję laktozy, glutenu albo zespół jelita drażliwego. To nic strasznego — ale warto wiedzieć.

Magda wróciła do domu po tej wizycie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony ulga — nie jest „zepsuta». Z drugiej — lekka irytacja, że nikt jej tego wcześniej nie powiedział. Przez tyle lat omijała rodzinne obiady, odmawiała fasolowej zupy i wychodziła z pokoju ze wstydem. A wystarczyło wiedzieć, że to, co czuła, to po prostu dowód na to, że jej jelita żyją i pracują.

Na kolejną kolację u teściów zabrała ze sobą tę wiedzę. I talerz bigosu. Bez wyrzutów sumienia.

Magda ma pięćdziesiąt dwa lata, pracuje jako nauczycielka i przez całe życie unikała wspólnych kolacji z rodziną teściów. Nie dlatego, że jej nie lubili. Dlatego, że po każdym takim obiedzie — z kapustą, grochem, cebulą i fasolką — jej brzuch zaczynał żyć własnym życiem. Głośno, natarczywie i bez żadnego szacunku dla towarzystwa. Wstydziła się. Myślała, że to jej osobisty problem. Że coś z nią nie tak.

Aż pewnego dnia trafiła do lekarki pierwszego kontaktu z zupełnie innego powodu — i przy okazji wspomniała o swoim „wstydliwym kłopocie». Lekarka się uśmiechnęła i powiedziała spokojnie: „Pani Magdo, to znaczy, że pani układ trawienny działa dokładnie tak, jak powinien.» Magda nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy dalej się wstydzić.

Czternaście razy dziennie — i to jest norma

Gastroenterolodzy są zgodni: przeciętny, zdrowy człowiek oddaje gazy od ośmiu do czternastu razy na dobę. Tak. Czternaście. To nie jest żart ani przesada — to dane z badań opublikowanych między innymi przez brytyjski National Health Service. Większość z nas robi to nieświadomie, często w nocy albo w momentach, gdy jesteśmy sami. Problem pojawia się tylko wtedy, gdy zdarza się to w towarzystwie — i wtedy nagle wydaje nam się, że jesteśmy jedyni na świecie z tym „defektem».

Skąd biorą się te gazy? Przede wszystkim z dwóch źródeł. Pierwsze to powietrze, które połykamy podczas jedzenia, picia, mówienia, a nawet żucia gumy. Drugie — i to jest to, co nas najbardziej interesuje — to fermentacja. Kiedy jemy produkty bogate w błonnik, skrobię oporną albo pewne rodzaje cukrów (naukowcy nazywają je FODMAP), bakterie żyjące w jelicie grubym rozkładają je i przy okazji produkują gazy: wodór, dwutlenek węgla, a czasem metan. To zupełnie naturalny, a wręcz pożądany proces.

Dlaczego pożądany? Bo te same bakterie, które produkują gazy, są odpowiedzialne za naszą odporność, wchłanianie witamin i ochronę śluzówki jelit. Gdybyśmy ich nie mieli — chorowalibyśmy znacznie częściej. Gazy są więc czymś w rodzaju efektu ubocznego zdrowego mikrobiomu. Dowodem na to, że jelita pracują.

Dlaczego jedne produkty „działają» mocniej niż inne?

Magda przez lata omijała fasolkę i kapustę. Robiła to intuicyjnie — i miała rację, bo to właśnie te produkty są najbogatsze w oligosacharydy, czyli cukry złożone, których ludzki organizm nie trawi samodzielnie. Trafiają one do jelita grubego w niemal niezmienionej postaci i tam dopiero bakterie biorą się do roboty. Im więcej błonnika i im bardziej zróżnicowana dieta, tym więcej „pracy» dla bakterii — i tym więcej gazów.

Lista produktów, które najczęściej nasilają ten efekt, jest długa i… smaczna. Cebula, czosnek, por, brokuły, brukselka, fasola, soczewica, groch, jabłka, gruszki, śliwki. Do tego napoje gazowane, piwo, produkty pełnoziarniste. Nie oznacza to, że trzeba z nich rezygnować — wręcz przeciwnie. Oznacza tylko, że organizm je przetwarza dokładnie tak, jak powinien.

Jest jednak jeden wyjątek, o którym warto pamiętać. Jeśli gazy pojawiają się nagle, są wyjątkowo uciążliwe, towarzyszą im bóle brzucha, wzdęcia, biegunki lub zaparcia — warto o tym powiedzieć lekarzowi. Nie dlatego, żeby się bać, ale dlatego, że czasem organizm w ten sposób sygnalizuje, że coś wymaga uwagi. Lekarz może sprawdzić, czy nie chodzi o nietolerancję laktozy, glutenu albo zespół jelita drażliwego. To nic strasznego — ale warto wiedzieć.

Magda wróciła do domu po tej wizycie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony ulga — nie jest „zepsuta». Z drugiej — lekka irytacja, że nikt jej tego wcześniej nie powiedział. Przez tyle lat omijała rodzinne obiady, odmawiała fasolowej zupy i wychodziła z pokoju ze wstydem. A wystarczyło wiedzieć, że to, co czuła, to po prostu dowód na to, że jej jelita żyją i pracują.

Na kolejną kolację u teściów zabrała ze sobą tę wiedzę. I talerz bigosu. Bez wyrzutów sumienia.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *