Produkt z Lidla może leżeć w twojej kuchni. Sklep go wycofał

Szafka w kuchni. Zwykła, drewniana, pełna rzeczy, które kupuje się bez zastanowienia — bo są w promocji, bo są w Lidlu, bo zawsze tu stały. Marek otworzył ją w środę rano, żeby wziąć coś do kawy, i nawet nie spojrzał na tamten produkt. Leżał sobie spokojnie, niewinnie, jak wszystko inne. A tymczasem sklep od kilku dni go szuka — i prosi, żeby go nie jeść.

Historia, która zaczyna się banalnie — zakupy, paragon, siatka z logo sieci — może skończyć się wizytą w sklepie z reklamacją i zwrotem gotówki. Ale żeby do tego doszło, najpierw trzeba wiedzieć, o co chodzi. I tu zaczyna się problem: tysiące Polaków, którzy kupili ten produkt, wciąż nie mają pojęcia, że powinni go sprawdzić.

Co się stało i o jaki produkt chodzi

Lidl Polska uruchomił procedurę wycofania jednego z produktów spożywczych ze sprzedaży po tym, jak badania laboratoryjne wykazały przekroczenie dopuszczalnego poziomu aflatoksyn. To naturalne toksyny wytwarzane przez pleśnie, które mogą rozwijać się na orzechach, ziarnach i suszonych owocach — szczególnie wtedy, gdy warunki przechowywania lub transportu nie są idealne. Unijne normy są w tej kwestii bardzo rygorystyczne, i słusznie — aflatoksyny to substancje, których obecność w żywności jest po prostu niedopuszczalna powyżej określonego poziomu.

Produkt trafił na półki kilka tygodni temu. Sprzedawał się dobrze — bo był tani, bo był w promocji, bo Lidl to marka, której Polacy ufają. Część opakowań zdążono zatrzymać jeszcze w magazynach. Ale część — i to znaczna — wylądowała w domach. W szafkach, w spiżarniach, w miskach na blacie. I tam czeka.

Aflatoksyny same w sobie nie wywołują natychmiastowych, dramatycznych objawów. Nie jest tak, że po jednej garści orzechów człowiek pada jak rażony piorunem. To działa inaczej — i właśnie to sprawia, że sprawa jest poważna. Długotrwałe narażenie na te substancje, nawet w niewielkich ilościach, może mieć wpływ na wątrobę. Szczególną ostrożność zaleca się w przypadku dzieci i osób starszych, których organizmy są bardziej wrażliwe na tego rodzaju zanieczyszczenia.

Co zrobić, jeśli masz ten produkt w domu

Lidl uruchomił standardową procedurę recall — czyli wycofania produktu. Oznacza to, że każdy, kto ma w domu zakwestionowane opakowanie, może je zwrócić do dowolnego sklepu sieci i odzyskać pieniądze. Nie trzeba mieć paragonu. Nie trzeba tłumaczyć się ani udowadniać zakupu. Wystarczy przyjść z produktem i poprosić o zwrot — obsługa wie, o co chodzi.

Szczegółowe informacje o numerze partii, dacie przydatności i dokładnej nazwie produktu są dostępne na stronie internetowej Lidla oraz w systemie powiadomień Głównego Inspektoratu Sanitarnego. GISS prowadzi publiczną bazę wycofanych produktów — warto ją sprawdzać regularnie, bo takie sytuacje zdarzają się kilka razy w roku i dotyczą różnych sieci handlowych, nie tylko Lidla.

Wróćmy do Marka. Kiedy w środę rano otworzył szafkę, nie wiedział jeszcze nic. Dopiero wieczorem, przeglądając telefon przy herbacie, natknął się na informację udostępnioną przez znajomego. Wstał od stołu, podszedł do kuchni, otworzył szafkę i wziął opakowanie do ręki. Numer partii się zgadzał. Stał przez chwilę z tym opakowaniem w dłoni i pomyślał, że gdyby nie ten post na Facebooku, pewnie by tego nie sprawdził. Żona też nie. Dzieci też nie.

Następnego dnia rano poszedł do Lidla. Zwrot zajął mu trzy minuty. Kasjerka nawet nie podniosła wzroku — widać, że nie był pierwszy tego dnia. Wyszedł z powrotem z gotówką w kieszeni i z poczuciem, że dobrze, iż ktoś jednak powiedział. Bo nie każdy ma szczęście natknąć się na właściwą informację we właściwym czasie. A szafki w polskich kuchniach są pełne rzeczy, na które się nie patrzy — do czasu, aż trzeba.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *